W lutym ubiegłego roku zaczęłam swoją przygodę z pozbywaniem się zbędnych kilogramów. Przez pierwsze tygodnie nie było łatwo, bo zmiana nawyków żywieniowych nigdy człowiekowi do gustu nie przypada. :) Ćwiczyć za bardzo nie ćwiczyłam, ale uzależniłam się od biegania i jazdy na rowerze. Gdy pogoda nie dopisywała, matka wariatka siedziała w kącie domu i płakała, bo wyjść nie może. Od lutego do sierpnia udało mi się pozbyć wagi 78kg, a przywitać nową 65-tkę. Nie był to szczyt moich marzeń, ale sprawy ślubne, a później przeprowadzkowe uśmierciły moje dążenia do celu. Zaprzestałam diety, biegania, jeżdżenia na rowerze, bo zimno. Nie wróciłam do jedzenia, które pochłaniałam przed lutym 2013r. Przez te kilka miesięcy zakodowała mi się niechęć do słodyczy i fast food`ów. Owszem, czasem zjem, bo głowa woła o cukier, ale bez przekonania i bez objadania się. Dzięki temu czuję się lżejsza i silniejsza, w końcu mam kontrolę nad swoim ciałem. Ach jaka to satysfakcja! :)
Kilka dni temu, bardziej z ciekawości niż z potrzeby, weszłam na wagę. Licznik pokazał 62kg. Spodziewałam się spadku wagi, bo spodnie zaczęły się zsuwać z tyłka bez wsparcia paskiem, a bluzki są luźniejsze na brzuchu. Mimo wszystko radość jest i w sumie cicha nadzieja, że powoli, bez zbędnego pośpiechu, zgubię jeszcze z 3-4kg. Tak aby zejść poniżej 60. :) Nie stawiam sobie tego jako celu. Na dzień dzisiejszy jestem zadowolona ze swojego wyglądu. Jednak nie ma co się oszukiwać, każda kobieta myśli sobie i słyszy gdzieś z tyłu głowy - zawsze może być lepiej, wystarczy tylko chcieć! :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz