poniedziałek, 10 lutego 2014

Cicha nadzieja.

Wczorajszy dzień spędziliśmy u krasnalowej prababci. Jak zwykle pyszny obiadek, ciepłe herbatki, ciasteczka i miłe kilka godzin. Wróciliśmy w wyśmienitych humorach, o kilka kilogramów ciężsi!


Już od jakiegoś czasu, od września 2013r. konkretnie, noszę się z namiarem pójścia do pracy. Roznoszę i wysyłam CV, gdzie tylko mogę i wydaje mi się, że poradzę sobie w danej pracy. Fakt, faktem, nie mam zbyt dużego doświadczenia w jakiejkolwiek branży, bo kilka miesięcy sprzedawania w sklepie spożywczym to żadne doświadczenie. Do tej pory był słaby odzew, na kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt CV, miałam tylko 2 zaproszenia na rozmowy wstępne. Na jedną rozmowę nie pojechałam, bo nie miałam z kim Krasnala zostawić, a na drugiej zostałam skreślona tylko dlatego że mam dziecko. Dziś rano dostałam telefon z firmy, do której aplikowałam w sobotę późnym wieczorem, na stanowisko doradcy klienta. Jestem umówiona jutro, na godzinę 10:30. Nie podchodzę już tak emocjonalnie, jak przy pierwszej rozmowie. Wiem, że gdybym dostała pracę, nawet te 30km od mojego miejsca zamieszkania, byłoby nam łatwiej. Zawsze jest łatwiej, gdy więcej pieniędzy w portfelu. ;) Zobaczymy, jak sytuacja się rozwinie. Najważniejsze to być dobrej myśli i optymistycznie, bez stresu podchodzic do zaistniałej sytuacji. Z takim nastawieniem łatwiej cokolwiek osiągnąć. :)
Krasnal zostanie jutro z dziadkiem, a ja na spokojnie załatwię wszystko, co mam do załatwienia. Przy okazji odbiorę indeks z sekretariatu szkoły, bo i rozmowę wstępną i szkołę mam w tym samym mieście. Dobrze się złożyło. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz