niedziela, 16 lutego 2014

Dzielne chorowidełko.

Krasnalowy katar powolutku mija. Już mniej giluszków z nosa leci i więcej energii w ciągu dnia jest, a co za tym idzie - mniej marudzenia i przybywania na maminych rękach. Cóż, moje dziecię nie waży już 3kg, a 13, więc różnica odczuwalna jest. :) Na szczęście noce przesypiamy od samego początku bez problemu. Krasnal grzecznie leży i czeka aż mama olejkiem kamforowym wysmaruje stopy, brzucho, plecy, syrop grzecznie wypija, kropelki do nosa daje sobie psiuknąć, butlę z kaszą bierze w dłoń, opróżnia i pupą do mamy się odwraca. Taki mój mały bohater! Jedyne co mi się nie podoba w tym zakatarzonym Kaju - zaczął znowu ucinać sobie drzemki w ciągu dnia. Już tak ładnie radził sobie bez tego, po 20 chodził spać, a na drugi dzień punkt 9 wstawał. Teraz szaleństwa do 22 nawet trwają, a pobudka chwilę po 7. Dziwne jakieś zależności. -.- Wytrwać trzeba i miejmy nadzieję, że gdy katar stanie się wspomnieniem Kajciol wróci do dawnego trybu, bo co jak co, ale o 22 padam na twarz razem z Nim, zaniedbując siebie, pranie, sprzątanie i odpoczynek. ;)

Tacy dzisiejsi my. :)








***
Maminy humor niezbyt dobry w dniach ostatnich. Moja rodzina traktuje mnie jak bankomat... To jest przykre i tak strasznie destrukcyjne, bo uświadomiłam sobie, że jedynie dla własnych korzyści zaproponowali ponowne zamieszkanie z nimi. Jest mi przykro. Tak nie powinni zachowywać się rodzice. Ja nigdy nie wyciągałam rąk po pieniądze, oni robią to coraz częściej, a moje rodzeństwo w ślad za nimi. Bo przecież ja zawsze m u s z ę mieć, w końcu mąż jest policjantem, ma stałą pensję, nie mieszkamy na swoim (ale dokładamy się do opłat), żadnych zobowiązań nie mamy, więc mogę dawać. Z samochodem to samo, w końcu ja mogę lać, bo mnie stać, a wszyscy dupę chcą wozić za przeproszeniem. No cóż... Dziś moja cierpliwość i zrozumienie przekroczyły granicę. Koniec dobrodziejstw.
Brakuje mi męża - 3 tygodnie za nami, a przed nami jeszcze 2 przy dobrych wiatrach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz