Wrzesień szybko minął. Moje szkolenie szybko minęło. Humor dobry też w kąt poszedł.
Patrzę w kalendarz i w żołądku mnie ściska, bo od siedzenia w domu się oduczyłam.
Ciągnie mnie do obowiązków, do wychodzenia, do kontaktu z ludźmi.
Innego życia zasmakowałam i brak mi go.
Presję sama na siebie nakładam. Muszę znaleźć pracę. Trzeba znaleźć pracę.
Bo dziecko w przedszkolu, bo kurtkę nową by się chciało, bo bluzkę, bo spodnie, bo buty, bo fryzjera, bo kosmetyki,
bo paznokcie, bo dla Krasnala coś i na przyszłość może trochę skapnie.
A wszystko kosztuje.
I choć jeszcze przelewu za wrzesień nie dostałam, to już myśli się inaczej.
Więcej zaplanować można, większą sumę na ulepszanie siebie przeznaczyć.
I robić coś można z myślą o jednym - Coś dla mnie. Kiedy ostatni raz tak było?
Z dwóch pensji zawsze łatwiej. Milionów nie zarobię, to jasne, ale starczy, aby pozwolić na więcej można było sobie.
Aby na dom odłożyć. Aby spokojnie zasypiać wiedząc, że jest grosz na ciężkie chwile.
Mówią, że pieniądze szczęścia nie dają. Ile prawdy w tym?
Mało - powie racjonalista.
Ogrom - stwierdzi człowiek o wielkim sercu, żyjący miłością z dnia na dzień.
Jestem racjonalistką. Nie wierzę, że pieniądze nie mogą dać szczęścia.
Ale jak to mówią - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.
Dla mnie oczywiste jest, że bez pieniędzy szczęścia nie ma, a dla bogatego człowieka oczywistością może być fakt, że pomimo kilku zer na koncie, jego życie szczęśliwe nie jest.
Temat rzeka.
Mimo wszystko. Do pracy mnie ciągnie. A teraz, gdy Krasnal w przedszkolu tym bardziej.
Jutro spotkanie mam z szefem mojej mamy. W ramach projektu, z którego szkolenie miałam, teraz staż powinnam odbyć. Więc może coś w tym kierunku podziałać się uda.
Nie tracę nic. Wygrać nawet mogę. Lepszą przyszłość dla nas, lepszy start dla siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz