sobota, 25 października 2014
Miłość Moja.
Mówią, że miłości nie da się zobaczyć.
Mówią, że ją się tylko czuje.
A ja widzę! Codziennie nawet.
Ma ciemne włoski, brązowe oczy, mały nosek, lekko odstające uszka.
Często długie paznokcie u dłoni, palce u stóp jakieś dziwnie wielkie.
Moja Miłość.
Krzyczy za dużo.
Biega zbyt szybko.
Zabawek nie sprzątnie, spodni na tyłek nie wciągnie, jedzenia do ust nie włoży.
Leniwa po prostu.
Ręce na szyję zarzuci i powie "Kocham Cię mamusiu".
Serce aż rośnie.
Tysiąc pytań zadaje "a po co? a dlaczego? gdzie? lubisz mnie?".
Buzia się nie zamyka, słowo jedno za drugim wypluwając.
Katarynka mała-duża.
"Za mną chłopaki!" - okrzyki u prababci w domu usłyszeć można, choć tylko jedno stworzenie biegnie.
Jeść nie chce.
W histerię wpada, gdy na swoim nie postawi.
Ze słuchem kiepsko, z rozumowaniem zresztą też.
Walki toczymy często, nierówne bardzo, bo im widownia większa,
tym Miłość większe pole popisu ma, a ja przez nokaut pokonana daję za wygraną.
Do przedszkola dzielnie biega.
Z dziećmi świetnie kontakt łapie.
Picasso rośnie, choć żadna Jej praca do publicznego pokazania się nie nadaje.
Piosenki śpiewa, wierszyki mówi.
Rośnie.
Jak na drożdżach.
Miłość Moja.
Za półtorej tygodnia 3 lata skończy.
Uwierzyć mi ciężko, że to już...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz