Wielkimi krokami zbliża się koniec miesiąca.
Jesień zawitała.
W pogodzie, w samopoczuciu, w szafie.
Kurtki, czapki, chusteczki, płaszcze przeciwdeszczowe, parasole.
Nie, nie w porę ta Pani Jesień.
Chociaż dziś piękne słońce i kolory złote pokazała, nie zaprzyjaźnimy się.
Krasnal problemy z katarem ma od kilku dni, z nosa ciekną Mu zielone gile, przy kaszlu płuca wypluwa. Pani Jesień jednak niewzruszona. Wzięła w poniedziałek od dzieci w przedszkolu dary - żołędzie, kasztany, orzechy, jarzębinę, ale o zostawieniu ciepłych dni w zamian zapomniała. A taką piękną torebkę od Krasnoludka dostała!
W babcinym domu chłodem wieje, więc Krasnal z PM do drugich dziadków uciekają, bo lenia do tyłka dostają i napalić w piecu im się nie chce. W drugim domu ciepło, przyjemnie i Niunio smarków pod nosem nie ma.
Jutro jeszcze Krasnalek w dom zostanie, a w piątek zobaczymy jak to z Nim będzie.
Wiem, że te dwa dni to i tak błąd ogromny, bo teraz Go koniami do przedszkola nie zaciągnę.
Lepiej jednak, aby posiedział z tatą w domu, niż przeziębienie wzięło nad Nim górę i w coś gorszego się przerodziło.
Lepiej jednak, aby posiedział z tatą w domu, niż przeziębienie wzięło nad Nim górę i w coś gorszego się przerodziło.
Ponoć dopiero teraz poznamy co to znaczy choroba, bo przedszkole w okresie jesiennym to jedno wielkie choróbsko.
No cóż. Przestanę się szczycić, że dziecię me nie choruje wcale i nie powiem więcej, że odporność ma jak eskimosik.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz