środa, 24 września 2014

Pani Jesień dziecko męczy - katar!

Wielkimi krokami zbliża się koniec miesiąca.
Jesień zawitała.
W pogodzie, w samopoczuciu, w szafie.
Kurtki, czapki, chusteczki, płaszcze przeciwdeszczowe, parasole.
Nie, nie w porę ta Pani Jesień.
Chociaż dziś piękne słońce i kolory złote pokazała, nie zaprzyjaźnimy się.
Krasnal problemy z katarem ma od kilku dni, z nosa ciekną Mu zielone gile, przy kaszlu płuca wypluwa. Pani Jesień jednak niewzruszona. Wzięła w poniedziałek od dzieci w przedszkolu dary - żołędzie, kasztany, orzechy, jarzębinę, ale o zostawieniu ciepłych dni w zamian zapomniała. A taką piękną torebkę od Krasnoludka dostała!
I choć Kajetan wczoraj został już bez płaczu razem z ciocią, choć w ostatnich dniach do dziewięciu liczyć się nauczył, choć wczoraj nagrodę (biedroneczka na ubranku)
za piękne zjedzenie posiłków dostał, to niestety dziś do przedszkola pójść nie mógł. Pani Jesień dziecko mi męczy. A ono ani syropów pić nie chce, ani kropli do nosa wpuszczać, ani czapki na głowie nosić. Walka między mną, a nim nierówna dosyć.
W babcinym domu chłodem wieje, więc Krasnal z PM do drugich dziadków uciekają, bo lenia do tyłka dostają i napalić w piecu im się nie chce. W drugim domu ciepło, przyjemnie i Niunio smarków pod nosem nie ma.
Jutro jeszcze Krasnalek w dom zostanie, a w piątek zobaczymy jak to z Nim będzie.
Wiem, że te dwa dni to i tak błąd ogromny, bo teraz Go koniami do przedszkola nie zaciągnę.
Lepiej jednak, aby posiedział z tatą w domu, niż przeziębienie wzięło nad Nim górę i w coś gorszego się przerodziło. 
Ponoć dopiero teraz poznamy co to znaczy choroba, bo przedszkole w okresie jesiennym to jedno wielkie choróbsko.
No cóż. Przestanę się szczycić, że dziecię me nie choruje wcale i nie powiem więcej, że odporność ma jak eskimosik.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz