Od zawsze wiedziałam, że moje dziecko do najnormalniejszych nie należy. Ale co się dziwić skoro matka niespełna rozumu, a ojciec nie lepszy. Pech chciał, że i nasze dziecko te dziwne geny odziedziczyło i swoimi pomysłami szatańskimi zadziwia nas co dnia. Od kilku dobrych dni i niezłą nawijkę dorzucając przy tym. Bo czym byłby chłop, bez opowiadania bajek z palca wyssanych? ;)
Rano, koło 9 pewnie. Zaraz po przebudzeniu, zjadł mleko, grzecznie się ubrał i poszedł na podwórko. Miał przykazane, że bawi się bez wychodzenia na ulicę. Często słucha. Dziś nie. Zbyt cicho koło domu, wygląda PM, widzi dziecko biegające po ulicy z gołym siurakiem na wierzchu. Obok sąsiadka z bliźniakami w wieku Kaja. Ale co tam On się będzie przejmował. Przewiew musi być! Akcja szukanie spodenek! Znalazłam. U drugiej sąsiadki w ogródku, pod trampoliną. Dopiero kilka godzin później załapałam, że przecież Kajetan tak robi kupę na dworze! Ściąga majty, ściąga portki i dawaj. Nie poszłam, nie zobaczyłam, czy coś gdzieś leży. o.O Jak znajdą, powiedzą, że pies. :D Nie przyznam się. Wstyd mi jak stąd do Krakowa.
Byliśmy u teściów z wizytą. Tak, ja też. PM miał minę jak zbity pies, więc się wzięłam i zlitowałam.
Niech ma, bo mówi, że Go nie kocham. W sumie może ma rację?
Siedzimy u tych teściów, szwagierka zabrała Krasnala na podwórko, bawili się z psami, kopali piłkę, ganiany był. Przerwa na picie. Przybiega do domu, wypija szybko wodę i ucieka znowu. Cisza. My żyjemy ze świadomością, że Kaj jest na dworze z Magdą, Magda pewna, że On jest z nami. A on co? Przybiega po kilku minutach i krzyczy "mama bluzeczke pobudzilem". Ciągnie mnie za rękaw. Wchodzę do sieni, widzę jego bluzę, a na niej coś. Rozglądam się, myślę, że pewnie do resztek jedzenia bluzkę wsadził. Wącham. Tak, mój zmysł węchu działa dobrze. Psia karma. Patrzę w prawo, stoi cały wór suchej karmy dla psów. Moje dziecko zjadło nieokreśloną ilość, a potem wyrzygało. Cudownie. Bluza poszła do spalenia. W sumie i tak zaczynała być zbyt mała. -.-
Po powrocie do domu przygód nie było, bo pisanie długopisem po czole normą jest. Zasnął szybko, bez protestów. Jutro znów powita nas skoro świt, uśmiechnie się szeroko i zanim zdążymy się zorientować już będzie miał pierwsze przewinienie za sobą. Początkowo gniew mnie wypełnia, ale z czasem, gdy emocje opadną, śmiech przychodzi i całkiem miło wspomina się dzień. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz