Po ośmiu dniach ograniczenia się w jedzeniu, ale nie rezygnowaniu ze wszystkiego. Mój błąd.
Po pięciu dniach biegania (dziennie średnio ok 5km - ok 347 spalonych kcal przy jednym biegu).
Weszłam dziś rano na wagę. Po siedmiu pełnych dniach. Po tygodniu.
Moja waga wzrosła o 0,5kg.
Trochę się zawiodłam, bo czytałam tyle pozytywnych opinii.
Jednak mimo wszystko nie tracę nadziei. Ponoć zdarzały się kobiety, które początkowo przybrały,
a potem straciły w szybkim tempie, gdy organizm się przyzwyczaił do nowego suplementu.
Waga wzrosła, ale moje ciało się zmieniło. Brzuch jest twardszy, nie ma już konsystencji galarety.
Tyłek bardziej jędrny, uda też. Nawet kurze skrzydełka przy ramionach zaczynają znikać.
Polubiłam na nowo aktywność.
Dziś odpuściłam bieg. Duchota, parnota, burze, deszcz, PM po nocce, a co najgorsze - mam pęcherze na stopach.
Pod dużymi palcami u stóp. Super fajnie się chodzi. :)
Jutro wracam na tor. Aby tylko pogoda nie pokrzyżowała moich planów, bo mam zamiar zrobić więcej niż 5,5 kilometra.
Zostały mi jeszcze 84 tabletki. Coś na pewno się zadzieje. :)
_____________________________________________________________________
Krasnal zasnął o 19:50. Bez kolacji, bez kąpieli. Przebudził się, gdy Go komar ugryzł. Podrapaliśmy, założyliśmy bluzeczkę, poszłam naszykować mleko, a On zasnął. :) Zapewne obudzi się w nocy. Jestem przygotowana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz