środa, 4 czerwca 2014

Tadek-niejadek.

Wbrew tytułowi, nie będzie to wpis o moim teściu, Tadeuszu, lecz o synu jedynym, którego kubki smakowe (delikatnie mówiąc) doprowadzają mnie do progów szpitala psychiatrycznego.
29-05-2014r.
Kaj - dziecię 31 miesięczne, chłopiec rozbrykany, szalony, robiący wszystko w pośpiechu, niczego się niebojący. Chociaż z tym, że niczego się nie boi przesadziłam. Boi się! Jedzenia... JE-DZE-NIA.
Na rzęsach staję, aby jadł coś innego, a nie tylko kaszę mannę na mleku. I to z butelki jeszcze, bo jak gęstą ma w miseczce i Mu łyżką przyjdzie jeść to koniec świata. Tak, dokładnie tak. Mój prawie trzy letni synuniuniu w ciągu dnia je praktycznie tylko mleko, a ja matka wyrodna nie potrafię nic z tym zrobić. 
Mięso kupuję, jadł nie będzie, bo twierdzi, że to jedzenie dla psa. A gdy jakimś cudem przemycę do Jego buzi małej wrednej, odruch wymiotny gwarantowany. Do tego plucie i wycieranie języka o maminą bluzkę.
Zupę ugotuję, czego nie znoszę robić, ale dla dziecka poświęcić się trzeba. Łyżeczka do buzi się zbliża, a On nawet swych ust szanownych nie raczy otworzyć. Drazni się ze mną - zęby ściśnięte pokazuje, a mnie krew zalewa, bo godzina stania przy garach znowu się nie opłaciła.
Miksowałam jedzenie, jak noworodkowi. Spojrzał do miski, krzyknął "kupa!" i uciekł. Tyle Go widziałam.
Dwałam wolną rękę - talerz na nim obiad, sztućce, sadzałam przy stole, siadałam obok z takim samym jedzeniem. Kończyło się obiadem na podłodze i głodnym brzuchem w dalszym ciągu.
Głodziłam nawet, bo powiedziałam, że albo normalny obiad, albo kaszy nie dostanie. Płaczem się kończyło i skomleniem, bo "brzuszek boli". Więc się przełamałam. Butlę dostał, obiad został.
Jedynie straszenie policją trochę skutkuje. Wstyd mi za siebie, bo na psychikę dziecku wchodzę, ale co robić? Przynajmniej spróbuje co na talerzu ma, a nie "na oko" stwierdza, że niedobre i jeść nie będzie.

Owoce na nie. Może jabłka kęsa złapie. Resztą z kotem podzielić się trzeba.
Warzywa - marchewki kawałeczek od wielkiej biedy.
Jogurty nie, serki nie, budynie, kiśle też nie.

31-05-2014r.
Gdy humor ma lepszy, kromkę chleba posmarowaną pasztetem podlaskim wciągnie. Bez masła obowiązkowo, bo przecież ono w język gryzie i kanapkę z nim lepiej do śmieci wyrzucić dla dobra własnego.

Słodycze jedynie i wszelkiego rodzaju fast foody na ogromne tak! Ograniczone do minimum ma. Ale co z tego, skoro dziadek za ścianą i babcia ukochana, która z pracy łakocie dla wnusia przywozi. I tak karmią mi dziecko, nie słuchając w ogóle, że szlaban, że coś NORMALNEGO, POŻYWNEGO zjeść musi.
Pech mieszkania z dziadkami, a ty człowieku dalej mądry inaczej bądź i słuchaj, jak mało twe dziecko kochane je.






3-06-2014 ; wreszcie przyszło słońce!







Już tak myślałam nad wizytą u lekarza. Może jakieś badania by Mu zrobili albo te cudowne syropki wspomagające apetyt przepisali? Bo mi już ręce opadają, o cyckach nie mówiąc. -.- 
Przecież niemożliwym jest, aby dwu i półletnie dziecko literm mleka i powietrzem żyło!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz