sobota, 14 czerwca 2014

Poukładane.

Czas pędzi jak szalony. Dopiero minął mężowy urlop, a za nami już kolejny prawie wolny tydzień. Dopiero teraz tak naprawdę wiemy, co to znaczą wolne dni. :)
Słońca ostatnio nam nie brakowało. Od rana do wieczora siedzieliśmy na dworze, Kaj bawił się z dziećmi sąsiadów, a ja spędzałam czas na plotkach z mamami rówieśników syna.
Patrzyłam, podziwiałam i nie mogłam uwierzyć, jak szybko moje dziecko dorasta wśród dzieci, które są od niego o pół roku starsze. Więcej i ładniej zaczął mówić, grzeczniej się zachowuje, nawet reguły zachowania w domu i na dworze wprowadziliśmy, więc nie mamy chaotycznego biegania za Krasnalem. Wytyczone granice rzako kiedy są przekraczane, bo wie nasze dziecię, że złamanie reguł grozi konsekwencjami. Odetchnęłam trochę wreszcie. Nie muszę krzyczeć, denerwować się i powtarzać w kółko tego samego. Jesteśmy oboje spokojniejsi. A tata? Tata przygląda się z boku i mało ingeruje w moje relacje z małym. Zdał sobie wreszcie sprawę, że to ja spędzam z dzieckiem więcej czasu, ja ustalam zasady i nie można mi tego burzyć, bo potem przestaję dawać sobie radę. Kiedy musi i kiedy chce zajmuje się Kajetanem, po swojemu. Ja też mu się nie wtrącam. Najważniejsze jednak jest to, że nie podważamy swojego zdania, więc jeśli mama powie "a" to i tata musi powiedzieć "a". Nie może być inaczej, bo wtedy między nami, dorosłymi, spięcia są. Mamy całkiem zdrowy układ, tak mi się wydaje. :) I jakoś lepiej jest w naszej małej trójce, odkąd granice nakreślone zostały. Jednak prawdą jest, że w chaosie człowiek się męczy, a jeśli żyć chce spokojnie to poukładać wszystko w sobie musi i ustalić priorytety też wypada.

1 komentarz: