niedziela, 29 czerwca 2014

... odłożyli jak najwięcej.

Przed wszystkim, co spotkało mnie z Konradem, marzyłam o wspaniałym facecie, o ślubie z nim, o dzieciach, własnym domu, szczęściu i spokoju. Zdawałam sobie sprawę, że na początku będę musiała zamieszkać z moim mężem u jego rodziców, bo nie będzie tak bogaty, aby mieć od razu własny kąt, a przecież dziewczyna zawsze wprowadza się do faceta, nie na odwrót. Wydawało mi się to naturalne. Taka normalna kolej rzeczy. Potem poznałam Konrada, zobaczyłam na teście dwie kreski, zaręczyliśmy się, zamieszkaliśmy razem u moich rodziców. Nie było tak, jak w moich wyobrażeniach. Na tamtą chwilę to nawet lepiej, bo dzięki temu skończyłam szkołę. Pojawił się Kajetan, przeżyliśmy rok w skrajnych warunkach na wynajmie, ślub, zmiana pracy, powrót na stare śmieci. Przez ten cały czas wyrobiłam sobie zdanie o moich teściach i wiedziałam, że nie chcę nigdy w życiu z nimi mieszkać. Konrad zresztą też się odzwyczaił i nawet jeździć mu się do nich nie chciało. A teraz... Teraz przychodzi czas, ciężki czas. Mój dom rodzinny prawdopodobnie zostanie sprzedany, bądź pójdzie pod młotek komornika. Wrzesień zadecyduje jakie decyzje podejmą moi rodzice. Ale nie o tym, nie tym razem.
Musieliśmy znaleźć nowe miejsce, w którym zamieszkamy do czasu aż zdobędziemy własne M. Przełamałam się, rozmawialiśmy z teściami. Mają w końcu dwa domy, z których jeden stoi pusty. Tam właśnie chcieliśmy się wprowadzić. Niespodzianka! Teściowie też się tam przeprowadzają. Mniejsza o to, jak niepełnosprawna teściowa sobie to wyobraża, w końcu schody wysokie, a łazienka do kąpania jedna NA GÓRZE. Ale nie moja sprawa. Tak o to, od lipca będę pod jednym dachem z teściami. Nie wyobrażam sobie tego. Boję się jak cholera. Nie chce mi się jeść, wahania nastrojów na porządku dziennym, z Konradem też nie mogę się dogadać. Jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów. I w sumie to nie potrafię zrozumieć dlaczego? Będę mieszkała w ładnym, nowym domu, z pięknymi meblami, ze świeżymi ścianami, z ogrodzonym podwórkiem i w mieście nawet. Będziemy mieli duży pokój, brązowe ściany chyba, balkon. Przecież zawsze chciałam mieć balkon w pokoju! Ale nigdy nie chciałam mieszkać z ludźmi, którzy mnie nie akceptują, którzy uważają, że nie jestem zbyt dobra dla ich syna. Tolerują mnie ze względu na Konrada. Przynajmniej jego matka. Nie wyobrażam sobie żyć z kimś, komu bieganie dziecka po domu przeszkadza, a krzyki zaraz są uciszane, bo TELEWIZORA NIE SŁYCHAĆ. Widziałam wczoraj, jak matka Konrada patrzyła na Kajetana, gdy ten się bawił hałasując. Ten niesmak, ta niechęć. Cudowna babcia. No i jeszcze Konrada siostra wychowywana na egoistyczną pannę, której się wszystko wiecznie należy i za którą wszyscy wszystko zrobią. Mogłabym pisać o pomaganiu matce, bo przecież ani mąż ani córka się nie kwapią, o sprzątaniu w domu, bo przecież nikt tego robił nie będzie, a bałagan sam nie znika. Kajetanem nie będzie się miał kto zająć nawet na chwilę. I Beata z Łukaszem... wystarczy.
Nie znajdziemy wspólnego języka, chociaż naprawdę staram się nastawić pozytywnie. Cieszę się z wyboru nowych mebli do naszego pokoju, cieszę się z bliskości miasta, z ogrodzonego podwórka, z którego Kaj nie będzie mi uciekał i tej pięknej łazienki - może brudnych gaci teściów i szwagierki nie będę musiała oglądać. -.- Przecież najważniejsze jest, abyśmy odłożyli jak najwięcej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz