wtorek, 29 kwietnia 2014

Własny kąt.

Większość ludzi już od małego marzy o miejscu, które będzie tylko i wyłącznie ich.
Przytulne, rodzinne, pachnące pysznymi obiadami i gorącym ciastem. 
Mała, prywatna oaza.
Moje pierwsze wyobrażenia na ten temat pojawiły się, gdy miałam 8 lat. :) Już wtedy wiedziałam, że chcę mieć męża, dwójkę dzieci - Oskara i Oliwię (skąd mi się te imiona wzięły do tej pory nie wiem), dom z dużym ogrodem, aby można było postawić stół, krzesła, huśtawkę i spędzać w nim słoneczne rodzinne dni.
Za kilka miesięcy skończę lat 21. Tak, to już ten czas. Życie zweryfikowało moje marzenia, plany i cele. Wygląda to zupełnie inaczej, niż wtedy, gdy smarki zwisały mi pod nosem. Nie chcę już domu, chociaż wiem, że mogłabym go mieć, gdybyśmy porozmawiali z rodzicami K. Wystarczy mi niezbyt duże, ale też niezbyt małe mieszkanie w bloku. Pośród lasu, w miejscowości, którą widziałam tylko raz na oczy, bo ciekawość przywiodła nas właśnie pod blok, w którym obiekt zainteresowania się znajduje. Blisko z niego do przedszkola, do pracy K, a i ja chyba większego problemu nie miałabym ze znalezieniem tam pracy. 
Nie potrzebuję luksusu. Chciałabym wyłącznie stałego miejsca dla naszej trójki. Miejsca, w którym poczujemy stabilizację, będziemy czuli się pewnie, które będzie przepełniało szczęście i radość zmącone tylko i wyłącznie naszymi problemami. Zabawne, ale już nie chcę i na dobrą sprawę nie czuję potrzeby mieszkania z własną rodziną. Zbyt dużo biorę na siebie, gdy tutaj jestem, więc może to mnie męczy i przywodzi chęć ucieczki. W wyobraźni mam tylko nas, w naszym mieszkaniu.
Kiełkują w głowie myśli i zamiary na najbliższe dni. Przeglądam mnóstwo stron związanych z kredytami, zagłębiam się w te tematy czasami zapominając o tym, co dzieje się obok mnie. Przygotowuję się do walki o osiągnięcie celu, jaki założyliśmy sobie, zupełnie nieświadomie, na ten rok. I trochę jest mi przykro, ale tylko trochę, że na żadną pomoc ze strony rodzin liczyć nie możemy... Młodym ciężko w dzisiejszych czasach stanąć na własnych nogach bez pomocy ze strony rodziców czy rodziny. Na pomoc państwa nie ma co liczyć, a samemu też ciężko się dorabiać. Mam nadzieję, że w przyszłości, mojego syna to wszystko ominie, a my jako rodzice, będziemy w stanie zapewnić mu odpowiedni start w dorosłe życie. Ciągle siedzi ta myśl w głowie.
Minie weekend majowy, K. trafi wolny dzień w grafiku i zaczynamy starania o nasze trzypokojowe M. Są obawy, jest strach, bo przecież może się nie udać, a oszczędności stracimy. Mimo wszystko próbować trzeba. Jak nie jeden bank to drugi, trzeci, piąty. Gdzieś na pewno będziemy mieli szczęście. :)
O marzenia trzeba walczyć!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz