środa, 16 kwietnia 2014

Bezsennie.

Zalegają mi na żołądku racuchy z jabłkami. Robiłam pierwszy raz. Wyszły pyszne, co nie zmienia faktu, że mój żołądek nie może ich przetrawić. Za ciężko, więc i bezsennie. Zresztą kolejna taka noc. Znów zakopuję się w internetowych głupotach, gdy moi faceci wpadli w objęcia Morfeusza. Moja chwila dla siebie, której rano bardzo żałuję. Krasnal na polu rannego wstawania jest bezwzględny. :)

11-04-2014r.


Bębni deszcz o dach. A pomyśleć, że mamy już połowę kwietnia, trawy zielone, pączków kwiatów i samych kwiatów na drzewach pełno, boćki w gniazdach siedzą, a wszyscy w koło wiosnę czują, bo amory w powietrzu wiszą, gdzie by człowiek wzroku nie skierował. Za kilka dni święta Wielkanocne. Bez tej aury co Boże Narodzenie, bez splendoru, bez wielkiej radości i wyczekiwania. A może tylko ja tak mam? 



Wczoraj na koncie zaksięgowała się mundurówka PM. Mieliśmy wyjechać na weekend w góry bądź na Mazury. W końcu podróż poślubna jeszcze przed nami, a i półroczną jego nieobecność mieliśmy sobie wynagrodzić. Stwierdziliśmy jednak, że najpierw mieszkanie, później wyjazdy. Także większa część nadprogramowej gotówki popłynęła na konto oszczędnościowe, przynajmniej trochę na siebie zarobić. A szkoda, szczerze powiedziawszy. Liczyłam na wyjazd, na chwile spędzone razem... Brakuje mi tego, chociaż zdaję sobie sprawę, że jeszcze dużo czasu przed nami i będziemy mogli wszystko nadrobić. Priorytetami trzeba teraz żyć. :)



Kaszel nadal nas trochę męczy, ale dajemy radę. Obeszło się bez lekarzy. Po świętach nawilżacz powietrza trzeba kupić. I kołdrę, i poduszkę.

____________________________________________________________
Tak bez ładu i składu, bo noc ciemna za oknem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz