Od wczoraj mnie i Krasnala męczy suchy, duszący kaszel. Ja sobie radzę, ale z Kajem gorzej. Wczoraj rano zwrócił całe śniadania, gdy dopadł Go atak, a dziś ciężko złapać oddech. Kupiłam w aptece DexaPico z polecenia farmaceutki, ale był to wielki błąd. Ten syrop ledwie mi przechodzi przez gardło ze względu na smak, a Krasnal buzi już nie chce otworzyć, gdy widzi wędrującą w Jego stronę miarkę. Okropieństwo. Męczy się On, męczę się ja, a PM* pojechał do pracy, więc auta brak. Chwała Bogu, że Kajciol dał radę zasnąć i przez ostatnią godzinę ani jednego kaszlnięcia. Odpocznie dziecię przynajmniej, ja też, bo już nerwy tracę przy przekonywaniu Go do lekarstwa. Ciągle tylko słyszę "Mama be." i koniec, buzi nie otworzy. Ręce do ziemi opadają, a ja - matka wyrodna, latam za synem jedynym w obawie o Jego płuca. Jeśli poprawy nie będzie to do lekarza pojedziemy, bo co innego począć. Z natury histeryczką nie jestem i od przychodni trzymamy się daleko, gdy poważnych dolegliwości nie ma, ale... Uporczywy kaszel trwający dłużej niż 3 dni, niestety poważną dolegliwością jest.
A może powietrze zbyt suche w pokoju mamy, tak sobie pomyślałam teraz?
21-03-2014r.
zdjęcie z tych starszych, bo pogody u nas brak, a i z aparatem mi nie po drodze ostatnio.
zdjęcie z tych starszych, bo pogody u nas brak, a i z aparatem mi nie po drodze ostatnio.
_______________________________________________________________
PM - Pan Mąż. I niech teraz w takiej formie króluje w mym spisie. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz