Rok 2015 skończyliśmy trochę nerwowo, ale jednocześnie leniwie.
Był on dla nas rokiem pełnym przełomów, zmian, kumulacji różnych emocji.
Siedzę z kawą, w otaczającym mnie bałaganie po wczorajszej imprezie we 3, i nie wiem jak wszystko zebrać w całość.
Siedzę z kawą, w otaczającym mnie bałaganie po wczorajszej imprezie we 3, i nie wiem jak wszystko zebrać w całość.
A przecież to był dla nas ważny rok. Chyba najważniejszy ze wszystkich, które mamy do tej pory za sobą.
W styczniu podjęliśmy pewną decyzję o przeprowadzce. Znaleźliśmy dom, zaczęliśmy załatwiać wszystkie formalności związane z jego kupnem i otrzymaniem kredytu. Wiele nerwów za nami, bo sprzedawca narwany, moja mama niezadowolona, ojciec dawał się we znaki, wiele nieporozumień, wiele radości też. W lutym wszystko stało się jasne - zaczynamy żyć na własny rachunek. Dostaliśmy kredyt, podpisaliśmy wszystkie umowy i akt notarialny. Staliśmy się właścicielami własnego domu na wsi. Małego, ale póki co wystarczającego dla nas, z dużym podwórkiem, szklarnią, altaną obrośniętą winogronem. Nawet psa dostaliśmy. Marzec był czasem wielkiego chaosu. Drugiego dnia miesiąca się przeprowadziliśmy i wtedy tak naprawdę zaczął się maraton - remont pokoju, kłótnie, bo wszystko się ciągnęło, a ile można w bałaganie mieszkać. Nie dogadywaliśmy się z Panem Mężem. Oddalił się, nie potrzebował mnie, wiedziałam, że wraca do swojego uzależnienia. Starałam się zbliżyć, ale on mnie odpychał. Wpadałam we frustracje, zmienne nastroje, nie czułam się dobrze psychicznie, a nic nie wskazywało, że nasze relacje się poprawią. Jedynie praca mnie ratowała i dawała odskocznię. W kwietniu skończyłam staż, dostałam pierwszą umowę do końca sierpnia. Cieszyłam się jak głupia, wreszcie komuś byłam potrzebna, chociaż gdzieś tam w środku wiedziałam, że zatrudniają mnie dlatego że są zobowiązani umową z urzędem pracy. Przed świętami został oddany do użytkowania pokój. Przenieśliśmy się, chociaż stała tam tylko komoda z telewizorem i dwa łóżka. Święta... W sumie to nawet ich nie pamiętam. Na pewno byliśmy poświęcić koszyk, ale reszta umknęła. Pod koniec kwietnia przyjechały meble, Konrad kończył sufit i wszystko zaczęło nabierać barw. Maj był ciężkim miesiącem dla mnie, dla naszego związku. Od przeprowadzki gdzieś tam pojawiały się ciche dni, w maju miarka się przebrała. Pan Mąż przez ostanie miesiące mnie odpychał, wiedziałam, że powraca do swojego nałogu, ale nie miałam dowodów. W piątym miesiącu roku, dowody znalazłam. Przeszło przez nasz związek tornado, które pozostawiło jedną wielką ruinę. Przestałam się odzywać, interesować nim, tym, co dzieje się w domu. Nie położyłam uszu po sobie, nie płakałam po kątach, nie przemilczałam. Zrobiłam awanturę i ucichłam. Przestałam się bać, że bez niego sobie nie poradzę. Przestałam się obwiniać i myśleć, że cała ta sytuacja jest moją winą. Byłam twarda, obojętna. A on? Chyba wreszcie zrozumiał swój błąd. Wręczył kwiaty, przeprosiny, obiecał poprawę. Reszta ciepłych miesięcy zleciała na pokonywaniu dystansów i burzeniu murów jakie między nami powstały. W między czasie pojawiały się sprawy w sądzie przeciwko mojemu ojcu, nieporozumienia z Bartkiem, problemy z autem. W sierpniu, gdy mieliśmy z mężem cały tydzień dla siebie, zrozumiałam, że do poprawnych relacji nam jeszcze daleko. Zaczęłam się starać, zaczął starać się on. Wchodziliśmy powoli na prostą. Przezwyciężaliśmy kryzys.
We wrześniu obchodziliśmy drugą rocznicę ślubu. Uczciliśmy ją kolacją przygotowaną przeze mnie. Żadnych szaleństw, w domowym zaciszu. Wzloty i upadki. Ciągła walka o związek, o bycie dla siebie dobrym.We wrześniu wyjaśniła się też moja pozycja w firmie. Dostałam umowę do końca 2016 roku. Poprosiłam o zmianę stanowiska z pracownika do spraw osobowych - dostałam asystent działu księgowości. Październik przyniósł mi zlecenie ślubne, które wyszło mi naprawdę dobrze. Byłam z niego nadzwyczaj zadowolona. Listopad upłynął pod znakiem urodzin Kajetana i napraw samochodu, które w końcu zmusiły nas do kupna nowego auta. Zadłużyliśmy się po raz kolejny u teściowej i wzięliśmy kredyt gotówkowy na dwa tysiące. W sumie nawet nie odczuwamy tej drugiej raty, bo potrafimy żyć oszczędnie. Grudzień jest miesiącem magicznym, radosnym. U mnie był burzliwy. Kupiliśmy nowe auto, które kilka dni przed Wigilią się popsuło i był problem z jego naprawą. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Doszło do bardzo nieprzyjemnej wymiany zdań z Bartkiem w konsekwencji czego postanowił się do mnie nie odzywać. Zablokował mnie na wszystkich możliwych portalach, nie odpisuje na wiadomości, nie odzywa się. A wszystko przez to jak traktuje mamę w kontekście sytuacji z ojcem i przez jego stosunek do całej naszej rodziny, a stosunek do jego narzeczonej. Bywa i tak. Jego wybór, a skoro uważa, że tak będzie lepiej dla niego to dobrze. W tym roku spędziłam pierwszą Wigilię u teściów. Nastawiałam się bardzo źle, ale źle nie było. Całe spotkanie upłynęło w miłej atmosferze. Zrobiliśmy z Konradem nawet krok ku poprawieniu relacji z Łukaszem i Beatą.
Rok skończyłam z Kajetana ospą i przymusowym urlopem. Konrad natomiast nowy rok zacznie z przymusowym urlopem i Kajetana ospą. :)
W styczniu podjęliśmy pewną decyzję o przeprowadzce. Znaleźliśmy dom, zaczęliśmy załatwiać wszystkie formalności związane z jego kupnem i otrzymaniem kredytu. Wiele nerwów za nami, bo sprzedawca narwany, moja mama niezadowolona, ojciec dawał się we znaki, wiele nieporozumień, wiele radości też. W lutym wszystko stało się jasne - zaczynamy żyć na własny rachunek. Dostaliśmy kredyt, podpisaliśmy wszystkie umowy i akt notarialny. Staliśmy się właścicielami własnego domu na wsi. Małego, ale póki co wystarczającego dla nas, z dużym podwórkiem, szklarnią, altaną obrośniętą winogronem. Nawet psa dostaliśmy. Marzec był czasem wielkiego chaosu. Drugiego dnia miesiąca się przeprowadziliśmy i wtedy tak naprawdę zaczął się maraton - remont pokoju, kłótnie, bo wszystko się ciągnęło, a ile można w bałaganie mieszkać. Nie dogadywaliśmy się z Panem Mężem. Oddalił się, nie potrzebował mnie, wiedziałam, że wraca do swojego uzależnienia. Starałam się zbliżyć, ale on mnie odpychał. Wpadałam we frustracje, zmienne nastroje, nie czułam się dobrze psychicznie, a nic nie wskazywało, że nasze relacje się poprawią. Jedynie praca mnie ratowała i dawała odskocznię. W kwietniu skończyłam staż, dostałam pierwszą umowę do końca sierpnia. Cieszyłam się jak głupia, wreszcie komuś byłam potrzebna, chociaż gdzieś tam w środku wiedziałam, że zatrudniają mnie dlatego że są zobowiązani umową z urzędem pracy. Przed świętami został oddany do użytkowania pokój. Przenieśliśmy się, chociaż stała tam tylko komoda z telewizorem i dwa łóżka. Święta... W sumie to nawet ich nie pamiętam. Na pewno byliśmy poświęcić koszyk, ale reszta umknęła. Pod koniec kwietnia przyjechały meble, Konrad kończył sufit i wszystko zaczęło nabierać barw. Maj był ciężkim miesiącem dla mnie, dla naszego związku. Od przeprowadzki gdzieś tam pojawiały się ciche dni, w maju miarka się przebrała. Pan Mąż przez ostanie miesiące mnie odpychał, wiedziałam, że powraca do swojego nałogu, ale nie miałam dowodów. W piątym miesiącu roku, dowody znalazłam. Przeszło przez nasz związek tornado, które pozostawiło jedną wielką ruinę. Przestałam się odzywać, interesować nim, tym, co dzieje się w domu. Nie położyłam uszu po sobie, nie płakałam po kątach, nie przemilczałam. Zrobiłam awanturę i ucichłam. Przestałam się bać, że bez niego sobie nie poradzę. Przestałam się obwiniać i myśleć, że cała ta sytuacja jest moją winą. Byłam twarda, obojętna. A on? Chyba wreszcie zrozumiał swój błąd. Wręczył kwiaty, przeprosiny, obiecał poprawę. Reszta ciepłych miesięcy zleciała na pokonywaniu dystansów i burzeniu murów jakie między nami powstały. W między czasie pojawiały się sprawy w sądzie przeciwko mojemu ojcu, nieporozumienia z Bartkiem, problemy z autem. W sierpniu, gdy mieliśmy z mężem cały tydzień dla siebie, zrozumiałam, że do poprawnych relacji nam jeszcze daleko. Zaczęłam się starać, zaczął starać się on. Wchodziliśmy powoli na prostą. Przezwyciężaliśmy kryzys.
We wrześniu obchodziliśmy drugą rocznicę ślubu. Uczciliśmy ją kolacją przygotowaną przeze mnie. Żadnych szaleństw, w domowym zaciszu. Wzloty i upadki. Ciągła walka o związek, o bycie dla siebie dobrym.We wrześniu wyjaśniła się też moja pozycja w firmie. Dostałam umowę do końca 2016 roku. Poprosiłam o zmianę stanowiska z pracownika do spraw osobowych - dostałam asystent działu księgowości. Październik przyniósł mi zlecenie ślubne, które wyszło mi naprawdę dobrze. Byłam z niego nadzwyczaj zadowolona. Listopad upłynął pod znakiem urodzin Kajetana i napraw samochodu, które w końcu zmusiły nas do kupna nowego auta. Zadłużyliśmy się po raz kolejny u teściowej i wzięliśmy kredyt gotówkowy na dwa tysiące. W sumie nawet nie odczuwamy tej drugiej raty, bo potrafimy żyć oszczędnie. Grudzień jest miesiącem magicznym, radosnym. U mnie był burzliwy. Kupiliśmy nowe auto, które kilka dni przed Wigilią się popsuło i był problem z jego naprawą. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Doszło do bardzo nieprzyjemnej wymiany zdań z Bartkiem w konsekwencji czego postanowił się do mnie nie odzywać. Zablokował mnie na wszystkich możliwych portalach, nie odpisuje na wiadomości, nie odzywa się. A wszystko przez to jak traktuje mamę w kontekście sytuacji z ojcem i przez jego stosunek do całej naszej rodziny, a stosunek do jego narzeczonej. Bywa i tak. Jego wybór, a skoro uważa, że tak będzie lepiej dla niego to dobrze. W tym roku spędziłam pierwszą Wigilię u teściów. Nastawiałam się bardzo źle, ale źle nie było. Całe spotkanie upłynęło w miłej atmosferze. Zrobiliśmy z Konradem nawet krok ku poprawieniu relacji z Łukaszem i Beatą.
Rok skończyłam z Kajetana ospą i przymusowym urlopem. Konrad natomiast nowy rok zacznie z przymusowym urlopem i Kajetana ospą. :)
Czy czegoś sobie życzę na nadchodzące dni? Radości więcej, bo ostatnio mało jej we mnie. Jestem sztywna nie potrafię się bawić, czuję się obco przy ludziach mi bliskich. Osiągania założonych celi - zrobienia kursu dla fotografów, który będzie mnie upoważniał do fotografowania uroczystości kościelnych, zrobienia dobrych fotoreportaży ze ślubów, które zapowiadają się na 7 maja i 16 lipca, cierpliwości więcej do Kajetana, Konrada, przełamania swoich słabości i zaprzestania życia przeszłością, odnalezienia się w moim życiu i dawanie mężowi ciepła i spokoju po powrocie z pracy.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz