Czekałam, sprzątałam, marzyłam o prezentach, cieszyłam się z nowych ubrań na te trzy ważne dni, wyglądałam padającego śniegu, który przykryje ziemię białym puchem i sprawi, że będzie czuć nadchodzące święta, stroiłam choinkę, pomagałam w kuchni, starałam się. Kiedyś.
Kiedyś było czuć magię świąt. Widać było ekscytację i radość na nadchodzące święta. Jednak odkąd ojciec ustalił priorytety po swojemu, z roku na rok święta stawały się coraz bardziej przykrym obowiązkiem.
W tym roku nastąpiła we wszystkich kumulacja niechęci. Mama bez grosza przy duszy, ja marząca o świętach tylko we trójkę, Bartek dogryzający wszystkim w koło i udający kogoś, kim nie jest, Weronika jak zwykle niezadowolona ze wszystkiego i Michał wolący siedzieć przed komputerem, teściowie, którzy jak zwykle dla wnuka nie mieli żadnego prezentu. Drugi dzień świąt, który poróżnił mnie i mamę pewnie na długi czas, bo jedna na drugiej wyładować się próbowała.
W tym roku nastąpiła we wszystkich kumulacja niechęci. Mama bez grosza przy duszy, ja marząca o świętach tylko we trójkę, Bartek dogryzający wszystkim w koło i udający kogoś, kim nie jest, Weronika jak zwykle niezadowolona ze wszystkiego i Michał wolący siedzieć przed komputerem, teściowie, którzy jak zwykle dla wnuka nie mieli żadnego prezentu. Drugi dzień świąt, który poróżnił mnie i mamę pewnie na długi czas, bo jedna na drugiej wyładować się próbowała.
Te święta nie wypadły tak, jak chciałam, pomimo tego że Konrad miał wolne w Wigilię i pierwszy dzień świąt.
Zawsze marzyłam o świętach pachnących piernikami, żywą choinką, radością i śmiechem szczerym jak kryształ...
I w następnym roku takie będę miała. We własnym domu, we własnej kuchni, z potrawami, które sami ugotujemy. Z naszą choinką, z naszymi kolędami, z naszym czasem. Oby tylko Konrad miał wole.
Nie będziemy patrzeć na innych, nie będziemy musieli znosić ich humorów, nie będziemy się do nikogo dopasowywać. Te dni spędzimy po swojemu. I magia powróci. Dla naszej trójki.
O tym marzę, tego sobie życzę.
Przynajmniej Krasnal zadowolony.
Zawsze marzyłam o świętach pachnących piernikami, żywą choinką, radością i śmiechem szczerym jak kryształ...
I w następnym roku takie będę miała. We własnym domu, we własnej kuchni, z potrawami, które sami ugotujemy. Z naszą choinką, z naszymi kolędami, z naszym czasem. Oby tylko Konrad miał wole.
Nie będziemy patrzeć na innych, nie będziemy musieli znosić ich humorów, nie będziemy się do nikogo dopasowywać. Te dni spędzimy po swojemu. I magia powróci. Dla naszej trójki.
O tym marzę, tego sobie życzę.
Przynajmniej Krasnal zadowolony.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz