Były plany, były zmiany planów. Aż w końcu chwyciliśmy się jednego, konkretnego. Zrezygnowaliśmy z domu, chociaż teściowie jednak nie chcieli się tam przenieść. Postawiliśmy na policyjną bursę. Jeden pokój dla nas, kuchnia i łazienka dzielone z drugą rodziną. Centrum Warszawy, wszędzie blisko, więc i z pracą nie miałabym problemów. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę, już zaczynaliśmy się pakować. Kilka dni później dostałam telefon z urzędu pracy z informacją o podpisaniu umowy o kurs, a potem staż. Nie jestem na to chętna, ale co zrobić skoro ubezpieczenie i mi, i Krasnalowi potrzebne, a Panu Mężowi nie jest po drodze złosić nas u siebie.
I tak oto we wtorek mam spotkanie, podpisuję umowę, realizujemy plan mieszkaniowy A i zacznę się dokształcać. Jedyny plus z tej sytuacji to taki, że i za szkolenie, i za kurs będą mi płacili. Zawsze 850zł więcej na koncie.
I tak oto we wtorek mam spotkanie, podpisuję umowę, realizujemy plan mieszkaniowy A i zacznę się dokształcać. Jedyny plus z tej sytuacji to taki, że i za szkolenie, i za kurs będą mi płacili. Zawsze 850zł więcej na koncie.
Potrzebowałam stabilności, spokoju, życia bez ciągłych zmian. Nie mam tego. Ale się już nie złoszczę. Nawet przestałam mówić o destabilizacji naszego życia i o naszym ciągłym niezdecydowaniu. Los przynosi nam zmiany. Z dnia na dzień jest inaczej. Pewnego jutra próżno u nas szukać. Czy to źle? Zależy jak na to spojrzeć. Nudą na pewno nie wieje, ale z drugiej strony jak długo człowiek jest w stanie znieść życie w biegu i bez konkretnych planów, które zamiast się realizować według jego uznania, oddalają się coraz dalej i dalej? My póki co musimy się z tym pogodzić. Kalejdoskop nam niestraszny. Oby tylko na życie starczyło i ramie przy ramieniu ciągle trwało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz