czwartek, 8 maja 2014

Bez snu.

To już przestaje być śmieszne. Druga noc, a ja znów nie mogę spać. Poprzednio zasnęłam przed 5 rano. Dziś nie zapowiada się inaczej. Znów będę obserwowała coraz jaśniejsze kolory nieba, później usłyszę poranny śpiew ptaków i budzik męża. Tak, dziś idzie do pracy. Ale tylko jeden dzień - szkolenie. W tym miesiącu będzie pracował jeszcze tylko 6 dni bez dnia dzisiejszego. Od 19 maja do 3 czerwca ma urlop. Planujemy wyjechać, a później złożyć wniosek o dofinansowanie zwrotu za wakacje. Program zwie się "Pod gruszą." i przysługuje raz w roku każdemu policjantowi. Fajnie. Przyda nam się i mam nadzieję, że wszystko pójdzie dobrze, bo jestem zmęczona. Za bardzo wszystko biorę do siebie. Zbyt emocjonalnie podchodzę. Zaczęliśmy oglądać mieszkania. Dopiero dwa za nami, a ja już zdecydowałam się na jedno i nie mogę przeboleć, że PM go nie chce. Urszulin - kompletne zadupie, fakt. Ale metraż i cena jaką proponuje właściciel powalają z nóg. Do tego ogródek przed blokiem i kawałek działki za blokiem. Od wtorku jestem w amoku i próbuję tysiące różnych pomysłów, aby podejść męża i przekonać go do zakupu. Chyba jednak nic z tego nie będzie. Co chwile zmienia mu się plan. W sumie mi też. W piątek czeka go poważna rozmowa z rodzicami na temat ich drugiego domu. Jeśli się uda, przeprowadzimy się właśnie tam na najbliższe lata. Jeśli nie, szukamy dalej i niestety już bardziej pewnie będziemy musieli podejmować decyzje. Bez zmian i miliona pomysłów co 5 minut.



A Kaj 5 maja skończył 2,5 roku!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz