Taka cisza tyle
czasu…
W czerwcu rok temu w przedszkolu organizowaliśmy przedstawienie dla dzieci. Byłam Baba-Jaga. Po przedstawieniu zrobiliśmy sobie imprezę dla rodziców. Alkohol lal się litrami.
Przesadziliśmy oboje. Konrad od tego czasu zaczął czuć się coraz gorzej.
Choroba z remisji przeszła w fazę aktywna. Przez jakiś czas udawało się ja opanować,
bo brał sterydy. Bez porozumienia z lekarzem… Nie wiem jak mogliśmy
być tak głupi. Czas przyjmowania był chyba zbyt długi, bo leki przestały działać. Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej.
K. w grudniu wylądował w szpitalu, bo było już tak źle. Przestaliśmy sobie radzić.
K. w grudniu wylądował w szpitalu, bo było już tak źle. Przestaliśmy sobie radzić.
Był tam prawie tydzień, podleczyli go. Początkowe miesiące roku nie przynosiły poprawy. Mam wrażenie, ze wszystko spowodowane było stresem związanym ze zmiana jednostki. Tak, udało się – po 3
latach jest w jednostce. I co z tego… Zero radości, zero normalności. Ciągle strach, ciągle stres, bo może w pracy się
przydarzy przykra niespodzianka. Jego zawód jest tak bardzo
specyficzny, ze właściwie nie wiadomo co robić. Rozważamy nawet złożenie raportu o rentę i odejście, poszukanie czegoś innego, co nie będzie
tak bardzo kolidowało z choroba. Boje się jednak, ze jeśli
zrezygnuje, całkiem się załamie, poczuje niespełniony, niepotrzebny
i wpadnie w depresje, pojawia się głupie myśli. Wcale nie boje się
o pieniądze. One przy braku zdrowia nie są najważniejsze.
Od marca zaczęło się poprawiać. Choroba się wycisza, przestały pojawiać się uciążliwe symptomy.
Od marca zaczęło się poprawiać. Choroba się wycisza, przestały pojawiać się uciążliwe symptomy.
Odetchnęliśmy, powoli się wyciszyliśmy i wróciliśmy na spokojny tor życia...
Nasz los jednak nie byłby sobą, gdyby nie rzucił nam kolejnej niespodzianki - pozytywny test ciążowy. Praktycznie rok bliskości bez zabezpieczenia, próbowania i myślenia, że czas i pora, aby było nas więcej. Można powiedzieć, że już straciliśmy nadzieję na to, że cokolwiek wyjdzie...
Póki co jestem przerażona bardziej niż przy ciąży z Kajetanem. Nie wiem dlaczego. Nasza sytuacja życiowa jest teraz naprawdę bardzo dobra, więc moje obawy są nieracjonalne.
Zaczęłam 5 tydzień. Były mdłości, złe samopoczucie, zmęczenie. Pierwszy test pokazał cień drugiej kreski, następnego dnia dwa testy już mocne czerwone krechy. Złe samopoczucie minęło, mdłości też, senność tylko została. Po majówce umówię się do ginekologa na potwierdzenie. I w sumie sama nie wiem co chciałabym usłyszeć na tej wizycie...
Nasz los jednak nie byłby sobą, gdyby nie rzucił nam kolejnej niespodzianki - pozytywny test ciążowy. Praktycznie rok bliskości bez zabezpieczenia, próbowania i myślenia, że czas i pora, aby było nas więcej. Można powiedzieć, że już straciliśmy nadzieję na to, że cokolwiek wyjdzie...
Póki co jestem przerażona bardziej niż przy ciąży z Kajetanem. Nie wiem dlaczego. Nasza sytuacja życiowa jest teraz naprawdę bardzo dobra, więc moje obawy są nieracjonalne.
Zaczęłam 5 tydzień. Były mdłości, złe samopoczucie, zmęczenie. Pierwszy test pokazał cień drugiej kreski, następnego dnia dwa testy już mocne czerwone krechy. Złe samopoczucie minęło, mdłości też, senność tylko została. Po majówce umówię się do ginekologa na potwierdzenie. I w sumie sama nie wiem co chciałabym usłyszeć na tej wizycie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz