Marzyłam o normalnej rodzinie. O mężu, który będzie kochał ponad wszystko, pomagał, wielbił, poświęcał swojej rodzinie każdą wolną chwilę. Marzyłam o dzieciach grzecznych, uczynnych, mających swoje humorki, ale tak bardzo kochanych. Nie chciałam, aby moja rodzina przypominała tą, z której pochodzę.
Nie chciałam trwać w toksycznym związku z ciągłą nadzieją na lepsze jutro.
Marzenia się nie spełniają. W każdym razie nie wszystkie.
Marzenia się nie spełniają. W każdym razie nie wszystkie.
Rodzina, moja własna, o której tak bardzo marzyłam, jest rodziną dysfunkcyjną, rodziną z problemami.
Miałam wrażenie, że dojrzeliśmy, że odłożyliśmy dziecinne zagrywki na bok, miałam przeczucie, że traktujemy się poważnie. Bańka prysła, a z nią mój spokój i stabilizacja. Czuję nic. Pustkę. Jedynie gdzieś tam w podświadomości moje drugie ja buntuje to pierwsze i krzyczy "pakuj się! uciekaj póki jeszcze czas!". Pierwsze ja nie słucha. Dalej tkwi w chorym związku, w którym mąż nie zwraca uwagi na żonę, nie czuje potrzeby bliskości z nią, wybiera filmy pornograficzne.
Walczę sama ze sobą. Nie płaczę, już nie krzyczę, szukam winy w sobie. Nie chcę aby mnie dotykał, aby był blisko, aby cokolwiek między nami się wydarzyło. Ciągle myślę o tym, że oglądał, że robił, że zachwycał się innymi, że tak bardzo go one podniecały. Tak, to przez niego mam pełno kompleksów. Nie potrafię poskładać naszego związku w jakąś logiczną całość.
Miałam wrażenie, że dojrzeliśmy, że odłożyliśmy dziecinne zagrywki na bok, miałam przeczucie, że traktujemy się poważnie. Bańka prysła, a z nią mój spokój i stabilizacja. Czuję nic. Pustkę. Jedynie gdzieś tam w podświadomości moje drugie ja buntuje to pierwsze i krzyczy "pakuj się! uciekaj póki jeszcze czas!". Pierwsze ja nie słucha. Dalej tkwi w chorym związku, w którym mąż nie zwraca uwagi na żonę, nie czuje potrzeby bliskości z nią, wybiera filmy pornograficzne.
Walczę sama ze sobą. Nie płaczę, już nie krzyczę, szukam winy w sobie. Nie chcę aby mnie dotykał, aby był blisko, aby cokolwiek między nami się wydarzyło. Ciągle myślę o tym, że oglądał, że robił, że zachwycał się innymi, że tak bardzo go one podniecały. Tak, to przez niego mam pełno kompleksów. Nie potrafię poskładać naszego związku w jakąś logiczną całość.
Nie ma sensu próbować po raz kolejny. Dla niego problem nie istnieje. Ludzie się nie zmieniają.
Brzydzę się.
Tęsknię za tym co było, ale ile można walczyć?
`Jak lód kruszy się tak
Twoje wnętrze i rozpada się Twój świat.
Twoje wnętrze i rozpada się Twój świat.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz