Myślę,
że nie ma nic piękniejszego niż miłość matki do dziecka. Myślę, że na
całym świecie nie ma niczego równie mocnego, bezinteresownego i
wyjątkowego. Po prostu. Nikt nie wymyślił jeszcze słowa, które
potrafiłoby opisać, co czuję ja, co czuje każda mama, patrząc na swoje
dziecko. Nikt nie opisał jeszcze burzy, huraganu, tsunami, które szaleją
we mnie. Tysiące sprzecznych emocji każdego dnia. Tysiące myśli i pytań i jedna, jedyna pewna pośród miliona niewiadomych - bez Niego moje dni pozbawione byłyby kolorów.
Matczyna
miłość jest niesamowita, przenosi góry, pokonuje morza, oceany, gasi
pożary, odpędza huragany. Bywają noce, kiedy nie sypiamy wcale, a ranek przynosi szybki pęd do pracy z myślą "będzie bardzo zmęczony w przedszkolu". Bywają dni, kiedy krzyczy, kiedy płacze, kiedy osiem
razy pod rząd wylewa sok, kiedy rozbija talerz, trzy szklanki
i gubi kolejny raz swoje ukochane samochody. Bywają dni, kiedy nie śpi do północy, kiedy
walczy o ostatni odcinek bajki, kiedy obraża się na
mnie, kiedy tupie nogami, kiedy maluje kredkami stół, łóżko, podłogę i pół ściany. Z premedytacją oczywiście. Ale codziennie,
każdego dnia, bez względu na wszystko, jest moim światem, ja jestem jego centrum, przystanią, ostoją. Każdego dnia powtarzam jakim jest cudem,
jakim skarbem, jakim szczęściem. Każdego dnia dwie rączki ze zbyt długimi paznokciami, oplatają moją szyję,
całują mokrymi usteczkami, tulą zziębniętymi od spacerów policzkami.
I
kocham go do szaleństwa, do granic możliwości
Wydawałoby się, że im dłużej ze sobą jesteśmy, tym euforia powinna być mniejsza. Jednak nie!
Oszalałam
na jego punkcie. Zwariowałam i trwam w tym szaleństwie każdego dnia,
każdej nocy już od czterech lat. Zachwycam się każdym słowem,
gestem, ruchem. Płaczę, kiedy sam recytuje wierszyk i śpiewa przedszkolne piosenki, kiedy puszcza moją
dłoń i biegnie do sali Kotków Psotków, kiedy sam się rozbiera, kiedy
samodzielnie je kolację i kiedy częstuje nas najsłodszymi pożegnaniami
na dobranoc.
Jest czterolatkiem. Wesołym, humorzastym, samolubnym, rozgadanym, szczęśliwym. Bywają dni, kiedy brakuje mi sił, kiedy modlę się o noc, o sen, o ciszę. Bywają dni, kiedy krzyczy, płacze i tupie nogami, bywają też takie, w których niemal się do mnie nie odzywa targany emocjami, których sam nie potrafi jeszcze nazwać. Ale czym jest to wszystko wobec zdartego kolana, które może opatrzyć tylko mama? Wobec choroby w której moje ramiona są lepsze niż jakikolwiek antybiotyk? Wobec pobudki w środku nocy, bo tylko ja jestem w stanie odgonić zły sen?
Jest czterolatkiem. Wesołym, humorzastym, samolubnym, rozgadanym, szczęśliwym. Bywają dni, kiedy brakuje mi sił, kiedy modlę się o noc, o sen, o ciszę. Bywają dni, kiedy krzyczy, płacze i tupie nogami, bywają też takie, w których niemal się do mnie nie odzywa targany emocjami, których sam nie potrafi jeszcze nazwać. Ale czym jest to wszystko wobec zdartego kolana, które może opatrzyć tylko mama? Wobec choroby w której moje ramiona są lepsze niż jakikolwiek antybiotyk? Wobec pobudki w środku nocy, bo tylko ja jestem w stanie odgonić zły sen?
Wobec najważniejszego, wobec "kocham Cię mamusiu!".
Bycie mamą czterolatka jest naprawdę fajne!






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz