niedziela, 11 października 2015

Dorosłam.

Jesienny wiatr smaga mnie po twarzy. Poranny przymrozek skrzypi pod butami w drodze do pracy.
Szukam promieni słońca. Jeszcze udaje mi się złapać ich ciepło. Uśmiecham się. 
Ludzie dziwnie na mnie patrzą. Jako jedyna nie przyspieszam kroku. Spaceruję wśród kolorów jesieni. 
Cieszę się życiem. Wreszcie.
Nie sprawdzam maniakalnie stanu konta bankowego, nie ograniczam się do najpotrzebniejszych rzeczy, nie odmawiam chwili przyjemności sobie czy chłopakom. Powoli przekraczam własne granice. Granice, które uczyniły mnie sfrustrowaną i niezadowoloną z życia kobietą.
Porzucam strach, który włączył mi w głowie blokadę i ciągle powtarzające się słowa - nie poradzisz sobie, zabraknie wam kasy i będziecie mieli problem. Tak, głównie o pieniądze zawsze się bałam.
Nigdy nie miałam ich zbyt dużo, dlatego w ostatnim czasie, gdy było ich więcej wyznawałam zasadę "wolę mieć niż nie mieć, więc nie kupię tego, tego i tamtego też nie, a to czy tamto można kupić taniej używane". Zawsze zostawało z miesiąca na miesiąc, ale mój strach i tak przezwyciężał. Teraz go nie ma,zniknął. Jestem spokojna, zrównoważona, lepiej śpię. Nie zamartwiam się na zapas. Czuję się lepiej.
I zakochałam się! Tak, tak. :) Po pięciu latach na nowo odkryłam co to jest miłość. Czekam na Niego, na wiadomość, na telefon. Widząc na wyświetlaczu Jego imię, robi mi się cieplej. W brzuchu mam motyle, a dotyk silnych dłoni powoduje gęsią skórkę.
Nie pamiętam już kiedy ostatni raz się kłóciliśmy. Naprawdę coś we mnie pękło. Mówię o swoich uczuciach, nie tłumię tego w sobie, próbuję wszystkie niedopowiedzenia od razu wyjaśniać. Jest między nami naprawdę dobrze.
Jakiś czas temu mój teść stwierdził, że szkoda czasu na kłótnie, bo życie jest zbyt krótkie. Poparł swoje stwierdzenie przykładami z życia jego i teściowej. Tak naprawdę chyba to dało mi takiego porządnego kopa i skłoniło do przemyśleń i zmian. 
Zbyt dużo wymagałam, a zbyt mało chciałam dawać od siebie, a przecież nie o to chodzi. Nie można brać od drugiego człowieka, nie dając nic w zamian. Mówią, że miłość jest bezinteresowna. Nieprawda. Nie da się ciągnąć zbyt długo związku, w którym tylko jedna strona daje, a druga bierze. W pewnym momencie ten, kto daje poczuje się wykorzystany i stwierdzi, że już tak nie chce. Musi być równowaga. Musi być coś za coś. Ja daję Tobie, ale od Ciebie oczekuję tego samego. 
Ja chciałam tylko brać i na tym moja rola w związku się kończyła. Odrzuciłam pretensje, spojrzałam na wszystko świeżym okiem. Można powiedzieć, że kwestie uzależnienia puściłam w niepamięć i zaczęłam ufać. Spróbowałam postawić się na Jego miejscu. Otworzyłam oczy, przestałam wymagać niemożliwego. Dorosłam. Z rozkapryszonego bachora zostało prawie nic. Potrzebowałam na to wszystko dwóch miesięcy. Teraz możemy żyć. Razem. Spokojnie, bez rzucania sobie na wzajem kłód pod nogi.
Fajnie tak odetchnąć pełną piersią po tych wszystkich latach autodestrukcyjnego zachowania.


Grochola "Kryształowy Anioł" - ta książka scementowała moje zmiany i pokazała, co mogłoby się stać, gdybym w porę się nie opamiętała. Podziękowania dla Pani Bożeny G.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz