Nie wykorzystaliśmy dobrze czasu, który był tylko dla nas.
Nie byliśmy jeszcze gotowi na burzenie muru.
Spędziliśmy dni razem, ale jednak obok siebie. Bez czułości, bez ciepła drugiego ciała, bez bliskości.
Nie poczuliśmy siebie na nowo.
A miało być dobrze. Mieliśmy na nowo odkrywać siebie.
Zbyt szybko chciałam wrócić do tego, co było.
Na wszystko potrzeba czasu.
Odbudowa zburzonej budowli trwa często długimi miesiącami.
Bywa, że jest zachwiana i wystawiona na próbę przez grymaśną pogodę.
Przychodzi czas, ten czas. Czuje się, że to dobry moment na naukę.
Cofnęliśmy się znad przepaści, ale nie potrafiliśmy spojrzeć w swoje twarze i odnaleźć w nich dawnych nas.
Stop!
Dawnych nas już nie będzie. Jesteśmy nowi, inni, silniejsi.
Złapałam Go za rękę. Ja chcę z Nim na przód iść.
Staram się nie myśleć, nie wracać do przeszłości, staram się zaufać i poczuć się pewniej.
Powoli wychodzę z cienia, nabieram pewności siebie. Od nowa.
Chciałabym urosnąć w siłę. Chciałabym wierzyć, że więcej nie zrani.
Odrzucam wszystkie myśli złe.
Burzę mur. Widzę nas. Szczęśliwych. Razem. Bez granic. Uda się. Uda się?
Tylko ja?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz