sobota, 7 lutego 2015

"Domowa" meta.

Stoimy na mecie.
Jesteśmy prawie po wszystkich formalnościach.
Myślałam, że uczucia związane ze zdobywaniem własnego domu są zupełnie inne. Miałam wrażenie, że w momencie, kiedy człowiek podejmuje tak ważne decyzje, czuje ogarniające go podniecenie.
Ja czuję nic. Może jedynie zdenerwowanie, bo mam dosyć mieszkania z własną rodziną.
Radość jeszcze się nie pojawiła. Ekscytacja też nie.
Emocje chyba kumulują się we mnie, a gdy już wybuchnie wulkan, lawa będzie ogarniała wszystko, co stanie na jej drodze.
Czerwonym tuszem zapisuję w kalendarzu, suche zdania - kiedy umowa, kiedy wniosek, kiedy wycena, kiedy notariusz, kiedy umowa z bankiem.
Droga ku własnemu miejscu trwa dokładnie miesiąc. W środę staniemy się właścicielami własnego em.
Notariusz, umowa z bankiem i dwa/trzy tygodnie na wyprowadzkę właścicieli.
No i nasza dorosłość. Taka już prawdziwa, bez widowni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz